Sądowa batalia w sprawie śmierci Olka z Grudziądza. Zeznawał pierwszy ratownik

2026-06-10 21:05

Ponad pięć godzin przesłuchań. Trwa proces w sprawie Olka z Grudziądza. 19-latek podczas ucieczki przed policją nadział się na ostry płot. Kilkanaście minut później zmarł w szpitalu. Na trzeciej rozprawie przesłuchano policjantów z Grudziądza i jednego z ratowników z karetki.

Trwa walka o sprawiedliwość dla 19-letniego Olka

i

Autor: Łukasz Piekarski/ Canva.com Trwa walka o sprawiedliwość dla 19-letniego Olka

Policjanci z Grudziądza pytani byli przebieg interwencji oraz o wydarzenia na grudziądzkim SORZE. Najwięcej emocji wzbudziło jednak przesłuchanie jednego z ratowników, który na miejsce przyjechał w karetce. Jak zapewniał 19-latek był agresywny i nie słuchał ich poleceń.

Utrudniał nam wszelkie badania. Mierzyliśmy tętno i saturację, a on zrzucał po chwili pulsoksymetr z palca. Podobnie było gdy sprawdzaliśmy ciśnienie. Z uwagi na moje dwunastoletnie doświadczenie uważam, że mógł być pod wpływem jakichś substancji – mówił zeznający ratownik.

„To jest dramat” tak krótko słowa przesłuchiwanego ratownika skwitowała Małgorzata Shabazyan, mama Olka.

Ratownik wciąż nie widzi swojej winy. Nie widzi praw pacjenta. Dla mnie to jest przerażające. On mówił tylko o własnym zdrowiu. Dla mnie, dla matki Olka to były po prostu tortury – dodaje mama 19-latka.

Do zeznań ratownika odniósł się również adwokat rodziny, Michał Wąż:

Ratownik swojej winy nie widzi. Osąd wydało już jednak społeczeństwo. Ratownik nie pracuje już w zawodzie i ma problem ze znalezieniem zatrudnienia – twierdzi pełnomocnik rodziny.

Mówi Małgorzata Shahbazyan, mama Olka:
Mówi adwokat rodziny Olka, Michał Wąż:

Powrócił temat kajdanek

Podczas przesłuchania ratownika ponownie pojawił się wątek założonych podczas transportu do szpitala kajdanek. Według świadka – ich wykorzystanie było jak najbardziej zasadne.

Pacjent obracał się, prężył, rzucał się. Przytrzymałem go za włosy, aby chronić jego głowę, aby nie doznał urazu. Nie miało to na celu znęcania – zapewniał przesłuchiwany ratownik. - Gdyby ich nie miał, zarówno nasze bezpieczeństwo jak i pacjenta byłoby zagrożone.

Zdaniem biegłych przewożenie pacjenta na brzuchu, przy jednoczesnym założeniu kajdanek na ręce z tyłu, utrudniało monitorowanie jego stanu i mogło opóźnić zauważenie niepokojących zmian. Konsekwencją tej opinii było postawienie zarzutów lekarzowi z karetki.

„Sprawę w mediach przedstawiono nierzetelnie”

Podczas przesłuchania nie zabrakło również wątku zatrudnienia, o którym wcześniej mówi adwokat rodziny Olka. Ratownik nie pracuje już w państwowym systemie ratownictwa. Pracę – wraz z pozostałymi członkami załogi – stracił dzień po emisji nagrań z karetki w stacji TVN.

Według mniej szpital zwyczajnie umył ręce. Mnie nazwano mordercą i porównano do łowców skór – przyznaje ratownik. - Moja rodzina była zastraszana i kierowano wobec nas groźby karalne.

Wśród przesłuchanych był jeden z ratowników z karetki:

17 czerwca podczas kolejne rozprawy przesłuchany zostanie drugi z ratowników.

O co chodzi w całej sprawie?

Olek zmarł po przewiezieniu do szpitala. Jak ustalono, bezpośrednią przyczyną śmierci był masywny krwotok. Przed sądem odpowiada trzech lekarzy: medyk z oddziału ratunkowego, któremu zarzuca się m.in. niewykonanie badania USG uda, lekarz zespołu ratownictwa medycznego oskarżony o zaniechanie podstawowych czynności oraz anestezjolog, który według aktu oskarżenia nieprawidłowo przeprowadził intubację. Każdemu z nich grozi kara do pięciu lat pozbawienia wolności. Podczas wczorajszego posiedzenia żaden z oskarżonych nie stawił się w sądzie – reprezentowali ich pełnomocnicy.

Jesteś świadkiem ciekawego zdarzenia w waszej okolicy? A może chcesz poinformować o trudnej sytuacji w Twoim mieście? Czekamy na zdjęcia, filmy i gorące newsy! Piszcie do nas na: [email protected]

Portal Obrony - Apacze w Inowrocławiu od środka