Po dwóch latach od tragedii - w grudziądzkim sądzie ruszył proces w sprawie śmierci 19-letniego Olka. Chłopak w czasie ucieczki przed policją nadział się na ostry pręt od ogrodzenia. Kilkanaście minut potem zmarł w szpitalu. Na ławie oskarżonych jest trzech lekarzy – jeden z karetki oraz dwóch z SOR-u.
Dzisiaj (24 marca) wszystko zaczęło się od dwóch wniosków obrony. Po pierwsze rozprawa miała zostać przeniesiona do Sądu Najwyższego – ten miał zdecydować o skierowaniu jej do innego sądu (w innej miejscowości). Po drugiej chodziło o wyłączenie jawności, czyli wykluczenie z sali sądowej dziennikarzy.
Ta sprawa ma głośny wydźwięk. W mediach społecznościowych pojawia się wiele hejtu i nawoływania do samosądu. Chcemy uniknąć eskalacji – tak decyzję o złożeniu wspomnianych powyżej wniosków argumentuje adwokat Maciej Pawlikowski, obrońca nieobecnego dzisiaj Sławomira B.
Sędzia odrzuca wnioski
Ostatecznie sędzia – Beata Malinowska – postanowiła nie uwględnić wniosków obrony. Sprawa pozostaje w Grudziądzu i będzie jawna. Dzisiaj odczytano więc akty oskarżenia przeciwko trójce lekarzy. Żaden z nich nie złożył wyjaśnień oraz nie odpowiadał na pytania.
To ich linia obrony. Mają do tego prawo – skwitowała krótko po zakończeniu pierwszej rozprawy Małgorzata Shahbazyan, mama 19-letniego Olka.
Oskarżeni lekarze nie przyznają się do zarzucanej im winy. Wyznaczono również kolejne terminy rozprawy. Najbliższa już 6 maja o godzinie 10.
i
Dlaczego przed sądem nie stoją ratownicy?
W przerwie między analizą złożonych przez obrońców oskarżonych wniosków głos w sprawie braku zarzutów dla ratowników zabrał prokurator wyznaczony do tej sprawy, Jerzy Waryszak.
Ocenialiśmy w tej sprawie przede wszystkim kwestie medyczne. Zespół ratownictwa medycznego ma swojego kierownika i to on odpowiada za pracę zespołu – stwierdził prokurator.
Jak informowaliśmy wcześniej – wspomniana dwójka ratowników prawdopodobnie i tak stanie przed sądem. Rodzina 19-letniego Olka złożyła w ich sprawie prywatny akt oskarżenia (jest tam również uwzględniony lekarz z karetki, Sławomir B.).
Więcej w naszej relacji poniżej:
Olek w karetce śmierci
Do tragedii doszło 4 stycznia 2024 roku. Policjanci zauważyli dwóch młodych mężczyzn w pobliżu przejścia dla pieszych — na widok radiowozu zaczęli uciekać. Olek, próbując przeskoczyć ogrodzenie liceum, zahaczył o metalowe pręty i doznał ciężkiego urazu, w tym rozerwania tętnicy udowej. Funkcjonariusze szybko zdjęli go z ogrodzenia i wezwali pomoc.
Mimo interwencji ratowników i lekarza, ich działania wzbudzają poważne wątpliwości. Z nagrań z karetki wynika, że nastolatek przez długi czas się wykrwawiał, prosząc o pomoc i tlen, jednak nie reagowano na jego wołania. Był skuty kajdankami i leżał na noszach, a ratownicy wycierali zakrwawione ręce w jego ubranie.
Dodatkowo popełniono błąd przy intubacji — rurkę wprowadzono do przełyku zamiast do tchawicy. Karetka transportowała go do szpitala bez sygnałów uprzywilejowania. Po przyjeździe do placówki doszło do zatrzymania krążenia.
Kilkanaście minut później Olek zmarł.
i
Jesteś świadkiem ciekawego zdarzenia w waszej okolicy? A może chcesz poinformować o trudnej sytuacji w Twoim mieście? Czekamy na zdjęcia, filmy i gorące newsy! Piszcie do nas na: [email protected]